Co mnie irytuje? Małomiasteczkowe refleksje po ostatnim pobycie w Polsce

Co mnie irytuje? Małomiasteczkowe refleksje po ostatnim pobycie w Polsce

Przychodzę do cukierni i chcę kupić dwa kawałki ciasta – dziś odwiedzi mnie koleżanka, więc potrzebuję dwa smaczne ciastka do kawy, takie w stylu WZ.  Za szklaną ladą jest wystawionych kilka ciast, niestety nie ma moich ulubionych WZ.   Proszę zatem panią sprzedawczynię o ukrojenie dwóch kawałków z innego ciasta.

I tu pojawia się problem.

Niestety pani sprzedawczyni nie może ukroić dwóch ciastek. Ona może odkroić tylko pasek z brzegu.

 

„Dobra, niech będzie pasek” – mówię, choć nie rozumiem dlaczego po prostu nie można pokroic ciasta w kwadraty i sprzedać dwóch normalnych ciastek, takich jakie otrzymałoby się w normalnej kawiarni, zamawiając kawę i ciastko.

Pytam panią sprzedawczynię, czy na miejscu też można zjeść ciastko.

„Oczywiście”, brzmi odpowiedź.

„I co, wtedy też dostaje się pasek?” pytam skonsternowana.

„No tak…  tak to tutaj praktykujemy”…

Facepalm  –  płacę –  dziękuję  – odchodzę  –  już tam nie wrócę.

 

 

Można to nazwać problemem pierwszego świata, ale z drugiej strony jest taka zasada

“jeżeli nie dostajesz tego co chcesz,  to idziesz tam,  gdzie to dostaniesz”

to jest też jednocześnie zasada wolnego rynku…

To dla tego wolę przejechać kilkanaście km i zjeść pyszną WZ-kę, niż dostać jakiś ochłap smakujący chemią, kilka metrów od domu.

 

 

 

 

Co mnie drażni, kiedy jestem w Polsce?

Dziś trochę pomarudzę, choć generalnie jest bardzo mało rzeczy, na które mogę ponarzekać w Polsce.  W poniższym, krótkim i zwięzłym przekazie myśli podzielę się tym, co najbardziej zaabsorbowało moją uwagę podczas ostatniego pobytu w kraju nad Wisłą, w sensie negatywnym niestety.

No to start!

 

  • Dziurawe drogi i zły stan powietrza.  Jestem tym na prawdę  zniesmaczona. Tutaj niewiele mogę zrobić, mogę tylko  cieszyć się, że zaraz sobie stąd jadę.  Akurat teraz jest wiosna i nie ma okresu grzewczego, ale wierzcie mi,  zima na Śląsku to prawdziwy hardcore.  Apogeum nastąpiło ubiegłej zimy, kiedy siedziałam w PL z nogą w gipsie.  Okazało się,  problem jest tak dotkliwy, że … dzieciom zaczęto zakładać specjalne maski na twarz, aby nie wdychać smogu.  O co chodzi?  Czy my Polacy nie zasługujemy na to, aby oddychać świeżym powietrzem?  

 

 

  • Chamstwo.  Praktycznie wszędzie można spotkać ludzi, którzy się publicznie obrzucają łajnem (czytaj: kłócą).  Nie wiem czy to tylko mi się przytrafia…?   Ludzie potrafią się kłócić normalnie na ulicy, nie bacząc że ktoś inny tego słucha.  Są dla siebie niemili i chamscy.  Kłócą się dorośli, a matki dosłownie drą się na dzieci i  często nie przebierając w słowach robią im publiczną reprymendę (co osobiście uważam za wielce niepedagogiczne). Ludzie, czy nie można po prostu policzyć do dziesięciu i… pogadać sobie w domu…?

zoo wrocław

Podczas majowego weekendu byłam z dziećmi we wrocławskim zoo. Niestety z całej wizyty głównie jedna rzecz wryła mi się w pamięć.  Przy zagrodzie z tygrysami jakaś kobieta niemiłosiernie darła się po swoim synu, na oko 10 – 12 letnim chłopcu. Nie wiem co chłopak przeskrobał, ale jakim trzeba być człowiekiem, aby tak upokarzać dziecko na oczach innych ludzi? I czy to normalne, że  tak wielu osobom sprawy opiekuńczo – wychowawcze wymykają się spod kontroli?  Albo to ja jestem jakaś inna…?

 

 

 

  • Niedobre ciastka 😉  Jakość wyrobów cukierniczych jest zatrważająco niska, a większość ciastek traktuję jako truciznę.  Sorry, że ja znów o ciastkach, ale uwielbiam słodkości i chodzenie po kawiarniach.  A z tego co widzę, jest naprawdę mało dobrych cukierni, które oferują dobrej jakości wypieki. Ja nie wiem co cukiernicy dodają do tych wszystkich ciastek, ale tego nie da się jeść – niejednokrotnie jest to sama chemia + gigantyczne ilości cukru.  Dla mnie wygląda to tak, jakby w niekórych miejscach traktowano nas jako klientów gorszej kategorii.   A ciastko to tylko taki przykład.

ciastko wz i kołacz w polsce

Jak widze słodycze to kwiczę, serio 🙂   W Polsce zawsze nadrabiam braki w postaci ciastek WZ.  Niestety aktualnie żeby zjeść dobrą WZ-kę muszę przejechać kilkadziesiąt kilometrów.  Ale warto.  W tej cukierni, z której pochodzi zdjęcie, można też degustować pyszny kołacz z sezonowymi owocami, taki jak od babci.   

 

 

 

  • “Radzenie” innym jak żyć.   Zawsze znajdzie się jakiś “wujek dobra rada“, który zechce skomentować mój wygląd, a statystycznie najczęściej pojawiającym się komentarzem jest „ale ty jesteś wychudzona” i „kiedy obetniesz włosy, są już takie długie”.   Ludzie…!  Przyjmijcie do wiadomości, że takie rzeczy można mówić ewentualnie własnym dzieciom, a nie obcej dorosłej osobie.  Przyjmijcie również do wiadomości, że w Alpach szczupła sylwetka jest na porządku dziennym – trudno zmagazynować tłuszczyk, kiedy człowiek całymi dniami się rusza.  Co z resztą bardzo mi odpowiada.  Dzięki również za dobre rady odnośnie włosów, ale lubię kiedy są długie (i znam zaskakująco dużo osób, które też to lubią).  A Wasze komentarze świadczą o braku kultury osobistej.

 Czy moje włosy sa na prawdę za długie…? Nieeee….. 😉

Mimo to byłam u fryzjera,  jak każdy emigrant przyjeżdżający do Polski.  Podcięcie końcówek – “jedyne” 25 zł.  Rozbój w biały dzień.  Na szczęście fryzjera odwiedzam tylko raz do roku. 

 

 

 

 

Po analizie powyższego dochodzę do wniosku, że w polskim społeczeństwie  niedomagają te dziedziny, które dla człowieka powinny mieć  fundamentalne znaczenie.  Wszyscy zasługujemy na to, żeby oddychać czystym powietrzem, jeżdzić po prostych drogach, spożywać dobrej jakości żywność, oraz żeby odnoszono się do nas z szacunkiem.  Więcej przeciętnemu człowiekowi do szczęścia nie trzeba (oprócz zdrowia oczywiście).

 

 

Ja wiem, że nie ma takiego miejsca, które jest w 100% idealne, i zawsze znajdzie się coś, co człowiekowi nie pasuje. Ciastko to tylko drobiazg.   Dziurawe drogi i kiepskie powietrze też jakoś umiem przeboleć, ostatecznie i tak sobie zaraz stąd jadę.   Ale ludzie, weźcie przynajmniej nie drzyjcie po sobie ryja na ulicy…

 

 

 

 

 

Miłośniczka Alp, Austrii, Tyrolu i języka niemieckiego.   Autorka bloga “Polka w Tyrolu”.   Z zawodu menedżer, przez kilkanaście lat zajmowała się rozwojem miejskim.  Lubi outdoor, sporty zimowe, lata 90-te i dobre jedzenie.